Historia jednego tamborka


Czasami jest tak, że haftowanie zaczyna się od jakiejś historii. I dzisiaj dla Ciebie historia jednego tamborka. Obserwatorki mojego konta na instagramie czy facebooku pewnie już ją znają, więc zapraszam do kolejnego wpisu albo na szybkie przypomnienie, bo przecież w głębi duszy każdy lubi historie o miłości.  A to właśnie jest o tym tylko, że z dramatycznym zakończeniem… 

Pan kot Lucyfer pewnego dnia spotkał miłość! I nie była to byle jaka miłość. To takie uczucie, które spadło na niego zupełnie niespodziewanie kiedy pewnego popołudnia przynieśliśmy mu do domu kwiat doniczkowy. Została mu przedstawiona jako Calathea vel Stefan. No i zaczęło się. Było obwąchiwanie, delikatne podskubywanie, wspólne podglądanie gołębi z górnej szafki. Drzemki pod liściami. No sielanka! 

I nagle, jak to w każdej porządnej historii, musiał nastąpić zwrot akcji. Przyszedł sezon grzewczy i pojawiły się one – przędziorki. Nikt niczego nie podejrzewał. Kot nieświadomy, ludzie nieświadomi, a przędziorki powolutku zajmowały się mordowaniem calathei.

Wszelkie próby ratowania, robienia odszczepek, kąpiele, zwyczajnie zawiodły. Kot długo nie rozpamiętywał, szybko zaprzyjaźnił się z innymi roślinami – co niekoniecznie odpowiadało ludziom, no ale co zrobić skoro kotek lubi leżeć pod roślinkami. 

Historia miłości była dość, krótka, ale inspirująca, zwłaszcza dlatego, że trafiłam w swoim telefonie na jedyny wspólny portret tej wspaniałej pary. 

No powiedzcie czy ja mogłam przejść obojętnie obok tego? No nie mogłam i dlatego wyhaftowałam tą piękną scenkę. 

To co? Rozejrzycie się dookoła za jakimiś ciekawymi historiami idealnymi do wyhaftowania? Takie tamborki z podkładem życiowych doświadczeń swoich lub cudzych są zazwyczaj najlepsze. 

Trzymajcie się i tamborki w dłonie!
Aga, Szew Prosty

Pamiętaj, że oprócz akcesoriów do haftu w naszym sklepie znajdziesz też moje autorskie hafty.

Zostaw komentarz